12 października 2014

Rozdział 2

Podczas zakupów z ciotką, rozmyślałam nad zachowaniem Jamesa przy śniadaniu.
Po wczorajszej rozmowie myślałam, że wszystko między nami jest w jak najlepszym porządku, jednak jego poranne zachowanie zasmuciło mnie.
Był taki obojętny dla mnie... Omijał mnie.
Nawet jego mama to zauważyła.
- James ciągle ma za złe, że wyjechaliście bez uprzedzenia. - powiedziała w drodze powrotnej przerywając cisze. - Za kilka dni wszystko wróci do normy. Musisz poczekać.
Pokiwałam jedynie twierdząco.

Wyjazd do Nowego Yorku nie był moim pomysłem.
Moi rodzice podjęli taką decyzje, z powodu złej sytuacji finansowej.


Pomogłam cioci w przygotowaniu obiadu.
- Koledzy Jamesa przychodzą dziś wieczorem do nas na ognisko. Na pewno ich polubisz.
Nie byłam chętna do rozmowy. Ciotce to nie przeszkadzało. Opowiadała mi różne historie o naszej rodzinie.
Przysłuchiwałam się jedynie potakując i krojąc ogórki do surówki na obiad.
W międzyczasie do domu wrócił James z tatą.

Po zjedzonym obiedzie poszłam do swojego pokoju.
Wyjęłam z toreb rzeczy, które zakupiłam do szkoły.
Uwielbiam oglądać nowe książki, wybierać zeszyty w prześlicznych okładkach i inne przybory szkolne.
Przed każdym rokiem szklonym towarzyszy mi myśl, że ten rok będzie najlepszym. W rzeczywistości tak nie jest.
Zawsze jest tak samo. Zawsze jestem sama. Zawsze rówieśnicy odzywają się do mnie tylko gdy potrzebują pracy domowej, lub pomocy na sprawdzianie.
Nie jestem idealnym uczniem, po prostu odrabiam prace i zarywam noce by się nauczyć, bo mi zależy. Inni lubią to wykorzystywać.

Do moich uszu dobiegł nie przyjemny dźwięk skrzypiących drzwi.
- Przyjdziesz o 18:00 do ogrodu na ognisko? - spytał James podpierający się o framugę. - Moi przyjaciele chcą Cie poznać.
- ...Tak.
James usiadł obok mnie na łóżku i nie odzywał się przez dłuższą chwilę.
- James... - szybko mi przerwał
- Ja wiem, przepraszam, ale to nie sprawiedliwe. Potrzebowałem Cię, a ty zniknęłaś bez słowa.
- Wiem, przep...
- Nie. Czemu mi nie powiedziałaś? Myślałaś, że kłamstwo w tej sytuacji jakoś pomoże?
- Przepraszam. Nie chciałam dodatkowo Cię martwić.
- Nie chciałaś?! To była najgorsza rzecz jaką mogłaś zrobić! - podniósł na mnie głos. Nienawidzę gdy ktoś to robi. Od razu łzy zbierają mi się w oczach.
- Miałam 13 lat James...
- To nic nie zmienia!
- Wszystko okazało się nie prawdą. Nie...
- W tedy powinnaś być ze mną! Mieliśmy się razem cieszyć, że wszystko jest dobrze!
- Nie krzycz na mnie! To nie była moja decyzja... - odważyłam się spojrzeć mu w oczy.
Gdy zobaczył, że płacze uspokoił się i przytulił mnie mocno.
- Po prostu... Nie zostawiaj mnie więcej...
- Nigdy nie chciałam tego robić.
Siedzieliśmy tak przytuleni do siebie w ciszy przez jakieś dziesięć minut.
W domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
- James! Bradley przyszedł! Chodź tutaj! - usłyszeliśmy głos mamy Jamesa.
Chłopak głośno westchnął i odsunął się ode mnie.
- Przyjdziesz do nas?
- Za 20 minut. - lekko się uśmiechnęłam.
Wstał i powoli udał się do drzwi.
- Wszystko dobrze? - spytał jeszcze spoglądając na mnie. - Przepraszam. Poniosło mnie. Nigdy nie chciałem...
- Jest dobrze. - uśmiechnął się i wyszedł.
Siedziałam na kanapie jeszcze przez dłuższy czas próbując ochłonąć. Gdy w większym stopniu mi się to udało wstałam i podeszłam do lustra.
Moje jasne blond włosy częściowo przykrywały lekko napuchnięte od płaczu policzki, a niebieskie oczy nadal były zaczerwienione.

Poszłam do łazienki aby doprowadzić się do porządku.
Wzięłam szybki prysznic. Dokładnie umyłam twarz i włosy.
Wychodząc spod prysznica owinęłam się w miękki biały ręcznik i przeszłam z powrotem do mojego pokoju.
Wyjęłam z walizki ciemno-niebieskie rurki i biały sweterek, po czym założyłam przygotowane ubranie.
Rozczesuję kręcone włosy susze je, a następnie nakładam odżywkę. Uwielbiam jej jabłkowy zapach.
Ostatecznie zostawiam je rozpuszczone. Nigdy nie układam ich jakoś specjalnie.
Moje włosy i tak żyją własnym życiem, więc po co marnować czas?
Poza tym nie wyglądają źle. Układają się same w dobry sposób.
Podkreślam delikatnie rzęsy tuszem do rzęs i nałożyłam na moje suche usta trochę balsamu o zapachu zielonego jabłuszka. Jak już wspomniałam uwielbiam ten zapach.

- Amy, czekamy! - przez otwarte okno usłyszałam nawoływanie Jamesa.
Zeszłam na parter i założyłam czarne Vansy, po czym wyszłam.
Ogród był duży, więc James mógł sobie pozwolić na urządzanie ogniska, a nawet imprezy dla 100 osób.
Podeszłam troszkę bliżej.
James zajmował się ogniskiem, a obok niego stał wysoki blondyn przygotowujący jedzenie.
Na jednej z dwóch ławek siedział chłopak strojący gitarę. Był skupiony.
Kilka metrów od reszty stał kolejny. Bawił się z pięknym biszkoptowym Golden Retriwerem.
- Jesteś. - James zauważył mnie gdy skończył dokładać ostatnie gałęzie do ogniska.

- Chłopaki to moja kuzynka Amy. Amy to Tristan, Connor i Bradley.
Wszyscy jednocześnie krzyknęli mi wesołe „Cześć” zwracając swój wzrok ku mnie.
- Hej. - powiedziałam nieśmiało i uśmiechnęłam się lekko.
- Amy, przyniosła byś picie z lodówki? - poprosił mnie James.
- Jasne. - udałam się w stronę domu cały czas czując na sobie wzrok chłopaków.
Wyjęłam z lodówki schłodzone napoje.
- Amy my z ciotką wychodzimy. Poradzisz sobie z nimi? Wrócimy za jakieś cztery godziny. - zaczepił mnie wujek gdy przechodziłam przez pokój dzienny.
- Tak...
- Jak by coś się działo to dzwoń. - wyszli.

Usłyszałam z ogrodu krzyki i śmiech chłopaków.
- To nie fair! Zawsze musisz być pierwszy.
- Starsi mają pierwszeństwo.
- Chłopaki to moja kuzynka! Zabraniam wam mówić takie rzeczy!
Po krótkim zastanowieniu wróciłam do nich podając karton z napojami Jamesowi.
Co oni mogli o mnie mówić?
Pewnie się nie dowiem... Mam nadzieję, że nie było to nic złego...
- Usiądź. - James przerwał moje rozmyślenia pokazując na miejsce obok siebie.
Dosiadłam się.
- Jesteś głodna?
- Nie.
Chłopacy zajadali się kiełbaskami upieczonymi przy ognisku.
Jeden z nich częstował pieska, który siedział przy nich.
Zapewne jest on jego właścicielem.

Przy ognisku udało nam się posiedzieć nie całe dwie godziny, później zaczął padać ulewny deszcz.
W popłochu zebraliśmy wszystkie rzeczy i przenieśliśmy się do domu.
Chłopcy postanowili oglądać filmy.
Usiadłam na dywanie.
Mimo tego, że na kanapie było wolne miejsce, Tristan i Connor usiedli obok mnie.
James włączył jakiś horror i usiadł na kanapie obok... Chłopaka z psem.
Nie pamiętam jak ma na imię.
Film był tandetny. Wszystkie efekty specjalne nie przestraszyły by nawet dziecka w wieku trzech lat.

W pewnym momencie w całym domu wysiadł prąd.
Można powiedzieć, że wtedy po raz pierwszy od ostatnich czterech godzin się odezwałam.
A raczej wydałam z siebie cichy jednak dla wszystkich słyszalny pisk przerażenia.
- Spokojnie to pewnie przez burzę. - powiedział Tristan. Słuchając ich przez ostatnie godziny nauczyłam doskonale rozpoznawać ich głosy. Nie było to trudne.
- Burza? - spytałam przerażona.
Tak właśnie, boję się ciemności i burzy... i kilku innych rzeczy.
Mam taką małą traumę od dziecka. Wujek, czyli tata Jamesa uwielbiał nas straszyć w takich momentach.
- Spokojnie, przyniosę świeczki.
W ciemności mogliśmy dostrzec zarys oddalającego się od nas Jamesa.
Gdy już nie mogliśmy dostrzec nawet jego białej koszulki, z kuchni wydobył się dźwięk tłuczonych naczyń i jęk chłopaka.
- Żyję. - powiadomił nas.
Nagle cały dom oświetlił przerażający blask błyskawicy. Przez kilka sekund mogliśmy zobaczyć idącego w naszą stronę Jamesa, jednak po chwili znowu nastała ciemność, a zaraz po niej przerażający grzmot.
Jessy (bo tak właśnie nazywał się śliczny piesek) zaczęła piszczeć.
Gdy błyskawica i grzmot nastąpiły po raz kolejny z zdwojoną siłą, znowu cicho pisnęłam.
Po chwili poczułam, jak jeden z chłopaków przybliża się i obejmuje mnie.
Delikatny zapach jego perfum, które cały czas czułam nasilił się.
- Spokojnie. - wypowiedział to na tyle cicho, że nie byłam w stanie rozpoznać jego głosu.
Poczułam się niezręcznie. Obcy chłopak był na tyle blisko, że mogłam wyczuć zarys jego mięśni znajdujących się pod koszulką.
Zamierzałam się wysunąć z jego uścisku, jednak natura po raz kolejny zesłała nam przeraźliwy dźwięk.


I jest następny. Przepraszam, że taki nudny i mdły, ale mam jeszcze DUŻO lekcji, a nie chciałam was zostawić znowu bez rozdziału.
Następnym razem jakoś bardziej się postaram.


Komentujcie i zapraszam was na moje drugie opowiadanie pt.”Cel” http://www.wattpad.com/story/24523494-cel

2 komentarze:

  1. Hmm... Zapowiada się ciekawie :)
    Od razu ostrzegam, że komentując będę się pewnie czepiać różnych rzeczy, nawet takich najmniejszych. Będą to takie moje porady, rozumiesz, prawda? :)

    Muszę przyznać, że czekałam z niecierpliwością na ten rozdział. Fajnie by było, gdybyś dodawała je częściej. Prawie zapomniałam, że istnieje! :p

    Inna rzecz jakiej chciałabym się przyczepić, to to w jaki sposób piszesz zdania. Nie chodzi mi o stylistykę, czy coś, ale o to, że klikasz enter po np. trzech zdaniach. Właściwie, dodaje to takiego innego efektu i to zależy od osoby, czy się jej to spodoba, czy nie. Mnie osobiście troszkę przeszkadza, ale mówię - to zależy :)

    Jeszcze jeden mały błąd zauważyłam. Pozwolę sobie dać cytat:
    "Wyjęłam z walizki ciemno-niebieskie rurki i biały sweterek, po czym założyłam przygotowane ubranie.
    Rozczesuję kręcone włosy susze je, a następnie nakładam odżywkę. Uwielbiam jej jabłkowy zapach."

    Użyłaś tutaj dwóch czasów. Teoretycznie powinno się pisać całe opowiadania w jednym czasie, lecz istnieją od tego wyjątki. Jednak wydaje mi się, że tutaj on nie występuje ;)

    To chyba wszystko. Nie bierz też bardzo do serca tych moich uwag - nie chcę tu "hejtować", tylko daję takie mini porady. Ja też nie piszę perfekcyjnie, ale myślę, że czasem warto się nawzajem trochę poduczyć i osobiście lubię, gdy ktoś "czepia się" jakiś tam moich błędów ;)

    Będę czytać dalej, czekam na nexta! :D
    I zapraszam do siebie, jeśli to nie problem :)
    Również piszę o The Vamps i tak się złożyło, że moja główna bohaterka też ma na imię Amy :D
    Link --> http://thankyouforthemusicpoland.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, mój komentarz będzie pewnie bardzo nieogarnięty i chaotyczny, za co przepraszam, ale do rzeczy:

    "Po prostu... Nie zostawiaj mnie więcej..." awww James taki słodki *0* gdyby tylko nie był jej kuzynem... haha xd

    Na miejscu Amy też nie chciałabym wiedzieć, o czym chłopcy wtedy mówili... Chociaż szczerze mówiąc to się domyślam i głupio, że mówili takie rzeczy, gdy ona mogła to usłyszeć D:

    Biedny Brad: Amy zapamiętała imiona wszystkich, nawet psa, a Simpson taki pominięty xD Zastanawiam się czy to on pod koniec obejmuje bohaterkę, czy jednak nie on... no nic, dowiemy się w następnym rozdziale :)

    Powodzenia i dużo weny! xx

    OdpowiedzUsuń