19 września 2014

Rozdział 1

Od przyjazdu nie zamieniłam z nim ani słowa.
Ciocia od razu zaprosiła nas na obiad.
Gdyby nie głośna rozmowa naszych mam w domu panowała by nie zręczna cisza, która i tak prędzej czy później nastanie. W końcu mam na to aż dwa miesiące.

Przez dwa kolejne miesiące będę mieszkać na czyjejś łasce.
Wszystko za sprawą przeprowadzki do Anglii. Moim rodzicom nie podoba się kraj, w którym jak dotąd mieszkaliśmy więc po 5 latach postanowili wrócić do ojczyzny.
Jako że za 4 dni zaczyna się tutaj rok szkolny, a złym pomysłem jest dołączyć do klasy w listopadzie czy grudniu rodzice postanowili poprosić najbliższą nam rodzinę o to abym mogła zamieszkać u nich na KRÓTKI czas.
Czy krótki?
Moim zdaniem nie jest to zależne od liczby miesięcy, dni, godzin czy minut, tylko od tego jak i z kim go spędzamy.

Może uda mi się odbudować relację z kuzynem? A może nigdy nie była zburzona, tylko mi się tak wydaję?
Widocznie gdzieś po drodze zgubiłam naturę optymisty.

- James pokaż Amy jej pokój. - z zamyślenia wyrwał mnie głoś cioci.
Chłopak podniósł się od stołu i czekał aż zrobię to samo.
W ciszy udaliśmy się na drugie piętro. James otworzył drugie drzwi po prawej.
Weszliśmy do pokoju,a on usiadł na łóżko.

Był to pokój, w którym kiedyś chowaliśmy się przed rodzicami gdy jakiś z naszych eksperymentów nie został przeprowadzony w zgodzie z otoczeniem.
Dzięki nam mój tata zaprzyjaźnił się z gościem z firmy „Szybki remont”.
Pamiętam jak planowali wyremontować także ten pokój.
Teraz ściany zmieniły kolor z wiśniowego na błękitny, a deski na podłodze zostały wymienione na ciemno szare.
Na około nie stały już komody z ciemnego drewna. Zostały zastąpione dużą szafą w kolorze białym.
Łóżko na którym siedział James pomieściło by bez najmniejszego problemu cztery osoby. Jego rama była biała, tak ja i prześcieradło. Na pościeli w tym samym kolorze mieściły się wesołe owieczki.
W rogu przy dużym oknie stało biurko w tym samym kolorze co reszta mebli.
Po chwili zauważyłam że fragment wielkiego okna jest także wyjściem na balkon, który obecnie był pusty.

- Opowiesz mi jak żyło się w Nowym Yorku? - spytał James czekając aż usiądę obok niego.
- Według mnie dobrze. Tato jednak stwierdził, że w Anglii było nam lepiej.
I teraz jest ten czas na niezręczną cisze.
Żadne z nas nie miało pojęcia jak rozwinąć tę rozmowę. A przecież nie widzieliśmy się tyle lat. Tak dużo musiało wydarzyć się rzeczy godnych opowiedzenia.
- Co działo się w Anglii pod moją nieobecność? - w momencie gdy zdobyłam się na pytanie moja mama zawoła mnie, bym pożegnała się z nią.
Zostawiła mi też milion rad, jak radzić sobie pod jej nie obecność.
Kazała mi także dzwonić codziennie przed snem.
Na pożegnanie przytuliła mnie i pocałowała w czoło.
Poszłam z nią do samochodu, aby wyjąć z bagażnika swoją walizkę.
- Pomogę. - James zabrał walizkę i tylko gdy czarny samochód opuścił podjazd wróciliśmy do mojego tymczasowego pokoju.
Chłopak postawił ją koło łóżka
- Jeżeli byś potrzebowała pomocy mój pokój jest tam gdzie zawsze. - przesłał mi przyjazny uśmiech i poszedł do siebie.
Zerknęłam na wyświetlacz mojego telefonu... 18:45.
Obiad zjedliśmy dość późno, więc nie miałam chęci schodzić na kolację.
Zamiast tego wyciągnęłam z torby szkicownik i kredki.
Rysować z miłości do tego zajęcia zaczęłam w wieku 14 lat.
Mogę przyznać że moje umiejętności znacznie poprawiły się przez te nie całe 3 lata.
Jeżeli kocha się to co się robi, można osiągnąć świetne efekty.
Tak samo miałam z fotografowaniem, jednak rysowanie pozostaje na pierwszym miejscu.

Teraz za inspirację obrałam sobie pusty balkon.
Zaczęłam zapełniać go kwiatami na białej kartce, gdy do mojego pokoju ponownie zawitał James. Zrobiłam mu miejsce na łóżku a on położył się obok.
- Tęskniłem za Tobą. Musimy w końcu porozmawiać. Dużo Cię ominęło. - odezwał się po chwili.
Przerwałam wykonywaną czynność również kładąc się.
- Już myślałam że będę musiała się domyślać co robiłeś przez ten czas.
- Nie miałabyś szans. Nawet jeśli ja bym tego nie zrobił, zrobili by to moi koledzy.
 
Z początku James nie zdradzał mi zbyt wielu szczegółów.
Powiedział o zespole, o tym że jest w nim trójka chłopaków, zdradził mi ich imiona.
Z czasem zaczął mi wymieniać wszystkie ich osiągnięcia.
- Jest już późno. Zdaję sobie sprawę, że jesteś zmęczona po podróży.

Wzięłam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Umyłam zęby i twarz, po czym rozpuściłam włosy i przebrałam się w piżamę składającą się z czarnej bielizny i białej koszulki z działu męskiego z czarnym nadrukiem.
Wróciłam do pokoju, a na łóżku wciąż siedział James przeglądając moje rysunki.
- Kiedy się rozstawaliśmy nie lubiłaś rysować. Tyle rzeczy się zmieniło. Może mi jeszcze powiesz, że masz chłopaka? - zaśmiał się.
- Hah, nie. Dotrzymałam słowa. Nie umawiam się z nikim, aż nie zatwierdzisz, czy jest dla mnie odpowiedni. - położyłam się pod kołdrę.
- I tego się trzymajmy. - powiedział z uśmiechem. - Muszę chronić moją kochaną kuzynkę. - przytulił mnie i zgasił lampkę. - Dobranoc Amy.
- Dobranoc.


I jest pierwszy :)
Mam nadzieję że wam się spodoba. Pamiętajcie, że początki zawsze są nudnawe, ale z czasem się rozkręci.

Jestem tu nowa i próbuje znaleźć jakąś szablonniarnię, bo wygląd mojego bloga jest dość nudny. Polecicie mi jakąś stronkę?


Zostawiajcie komentarze, są one bardzo motywujące.
Jeżeli chcecie być informowani o rozdziałach zostawiajcie swoje twittery.

13 września 2014

Prolog

Przyglądałam się kolejnej wiadomości.
To miłe, że mimo tego, iż nie widzieliśmy się od 5 lat ucieszył się na wiadomość o moim przyjeździe.
Bałam się, że zostanę odrzucona, a chłopak zrobi wszystko, abym nie gościła w jego domu przez kolejne 2 miesiące.
On jednak ciepło przyjął wiadomość od rodziców i zaoferował pomoc przy zadomowieniu się w nowy dla mnie mieście.
Uspokoiłam się trochę dzięki temu, jednak wciąż na myśl o nowej szkole i znajomych czułam nie przyjemny ucisk w brzuchu.
Nigdy nie było dla mnie rzeczą prostą zawieranie nowych znajomości. Należę do ludzi nieśmiałych i raczej nie ufnych.
Nieśmiałość - według mnie cecha bardzo uciążliwa. 
Czasem boję się podejść zwyczajnie do ekspedientki w sklepie z zapytaniem ile kosztuje interesujący mnie przedmiot.
Jednak cechy te nabyłam z czasem.
Owszem, nieśmiała bywałam, ale ufałam ludzią.
Niestety tak jak każdy spotkałam na swojej drodze osoby fałszywe, które zraniły mnie mniej lub bardziej, co wywołało u mnie strach przed angażowaniem się w znajomości.
Tak samo, teraz po prostu bałam się spotkania z nim.
On zapewne zmienił się przez te lata, a ja nie mam pojęcia jakim jest obecnie człowiekiem.
Teraz stojąc przed drzwiami do domu w którym mieszkał z rodziną odczuwałam strach przed zapukaniem, lub zadzwonieniem. 
Wyręczyła mnie w tym mama.
Po chwili otworzył nam wysoki, przystojny chłopak. Nie mogłam uwierzyć, że to on. 
Tylko uśmiech pozostał ten sam...