Podczas zakupów z ciotką, rozmyślałam
nad zachowaniem Jamesa przy śniadaniu.
Po wczorajszej rozmowie myślałam, że
wszystko między nami jest w jak najlepszym porządku, jednak jego
poranne zachowanie zasmuciło mnie.
Był taki obojętny dla mnie... Omijał
mnie.
Nawet jego mama to zauważyła.
- James ciągle ma za złe, że
wyjechaliście bez uprzedzenia. - powiedziała w drodze powrotnej
przerywając cisze. - Za kilka dni wszystko wróci do normy. Musisz
poczekać.
Pokiwałam jedynie twierdząco.
Wyjazd do Nowego Yorku nie był moim
pomysłem.
Moi rodzice podjęli taką decyzje, z
powodu złej sytuacji finansowej.
Pomogłam cioci w przygotowaniu obiadu.
- Koledzy Jamesa przychodzą dziś
wieczorem do nas na ognisko. Na pewno ich polubisz.
Nie byłam chętna do rozmowy. Ciotce
to nie przeszkadzało. Opowiadała mi różne historie o naszej
rodzinie.
Przysłuchiwałam się jedynie
potakując i krojąc ogórki do surówki na obiad.
W międzyczasie do domu wrócił James
z tatą.
Po zjedzonym obiedzie poszłam do
swojego pokoju.
Wyjęłam z toreb rzeczy, które
zakupiłam do szkoły.
Uwielbiam oglądać nowe książki,
wybierać zeszyty w prześlicznych okładkach i inne przybory
szkolne.
Przed każdym rokiem szklonym
towarzyszy mi myśl, że ten rok będzie najlepszym. W rzeczywistości
tak nie jest.
Zawsze jest tak samo. Zawsze jestem
sama. Zawsze rówieśnicy odzywają się do mnie tylko gdy potrzebują
pracy domowej, lub pomocy na sprawdzianie.
Nie jestem idealnym uczniem, po prostu
odrabiam prace i zarywam noce by się nauczyć, bo mi zależy. Inni
lubią to wykorzystywać.
Do moich uszu dobiegł nie przyjemny
dźwięk skrzypiących drzwi.
- Przyjdziesz o 18:00 do ogrodu na
ognisko? - spytał James podpierający się o framugę. - Moi
przyjaciele chcą Cie poznać.
- ...Tak.
James usiadł obok mnie na łóżku i
nie odzywał się przez dłuższą chwilę.
- James... - szybko mi przerwał
- Ja wiem, przepraszam, ale to nie
sprawiedliwe. Potrzebowałem Cię, a ty zniknęłaś bez słowa.
- Wiem, przep...
- Nie. Czemu mi nie powiedziałaś?
Myślałaś, że kłamstwo w tej sytuacji jakoś pomoże?
- Przepraszam. Nie chciałam dodatkowo
Cię martwić.
- Nie chciałaś?! To była najgorsza
rzecz jaką mogłaś zrobić! - podniósł na mnie głos. Nienawidzę
gdy ktoś to robi. Od razu łzy zbierają mi się w oczach.
- Miałam 13 lat James...
- To nic nie zmienia!
- Wszystko okazało się nie prawdą.
Nie...
- W tedy powinnaś być ze mną!
Mieliśmy się razem cieszyć, że wszystko jest dobrze!
- Nie krzycz na mnie! To nie była moja
decyzja... - odważyłam się spojrzeć mu w oczy.
Gdy zobaczył, że płacze uspokoił
się i przytulił mnie mocno.
- Po prostu... Nie zostawiaj mnie
więcej...
- Nigdy nie chciałam tego robić.
Siedzieliśmy tak przytuleni do siebie
w ciszy przez jakieś dziesięć minut.
W domu rozległ się dźwięk dzwonka
do drzwi.
- James! Bradley przyszedł! Chodź
tutaj! - usłyszeliśmy głos mamy Jamesa.
Chłopak głośno westchnął i odsunął
się ode mnie.
- Przyjdziesz do nas?
- Za 20 minut. - lekko się
uśmiechnęłam.
Wstał i powoli udał się do drzwi.
- Wszystko dobrze? - spytał jeszcze
spoglądając na mnie. - Przepraszam. Poniosło mnie. Nigdy nie
chciałem...
- Jest dobrze. - uśmiechnął się i
wyszedł.
Siedziałam na kanapie jeszcze przez
dłuższy czas próbując ochłonąć. Gdy w większym stopniu mi się
to udało wstałam i podeszłam do lustra.
Moje jasne blond włosy częściowo
przykrywały lekko napuchnięte od płaczu policzki, a niebieskie
oczy nadal były zaczerwienione.
Poszłam do łazienki aby doprowadzić
się do porządku.
Wzięłam szybki prysznic. Dokładnie
umyłam twarz i włosy.
Wychodząc spod prysznica owinęłam
się w miękki biały ręcznik i przeszłam z powrotem do mojego
pokoju.
Wyjęłam z walizki ciemno-niebieskie
rurki i biały sweterek, po czym założyłam przygotowane ubranie.
Rozczesuję kręcone włosy susze je, a
następnie nakładam odżywkę. Uwielbiam jej jabłkowy zapach.
Ostatecznie zostawiam je rozpuszczone.
Nigdy nie układam ich jakoś specjalnie.
Moje włosy i tak żyją własnym
życiem, więc po co marnować czas?
Poza tym nie wyglądają źle. Układają
się same w dobry sposób.
Podkreślam delikatnie rzęsy tuszem do
rzęs i nałożyłam na moje suche usta trochę balsamu o zapachu
zielonego jabłuszka. Jak już wspomniałam uwielbiam ten zapach.
- Amy, czekamy! - przez otwarte okno
usłyszałam nawoływanie Jamesa.
Zeszłam na parter i założyłam
czarne Vansy, po czym wyszłam.
Ogród był duży, więc James mógł
sobie pozwolić na urządzanie ogniska, a nawet imprezy dla 100 osób.
Podeszłam troszkę bliżej.
James zajmował się ogniskiem, a obok
niego stał wysoki blondyn przygotowujący jedzenie.
Na jednej z dwóch ławek siedział
chłopak strojący gitarę. Był skupiony.
Kilka metrów od reszty stał kolejny.
Bawił się z pięknym biszkoptowym Golden Retriwerem.
- Jesteś. - James zauważył mnie gdy
skończył dokładać ostatnie gałęzie do ogniska.
- Chłopaki to moja kuzynka Amy. Amy to
Tristan, Connor i Bradley.
Wszyscy jednocześnie krzyknęli mi
wesołe „Cześć” zwracając swój wzrok ku mnie.
- Hej. - powiedziałam nieśmiało i
uśmiechnęłam się lekko.
- Amy, przyniosła byś picie z lodówki?
- poprosił mnie James.
- Jasne. - udałam się w stronę domu
cały czas czując na sobie wzrok chłopaków.
Wyjęłam z lodówki schłodzone
napoje.
- Amy my z ciotką wychodzimy. Poradzisz
sobie z nimi? Wrócimy za jakieś cztery godziny. - zaczepił mnie
wujek gdy przechodziłam przez pokój dzienny.
- Tak...
- Jak by coś się działo to dzwoń. -
wyszli.
Usłyszałam z ogrodu krzyki i śmiech
chłopaków.
- To nie fair! Zawsze musisz być
pierwszy.
- Starsi mają pierwszeństwo.
- Chłopaki to moja kuzynka! Zabraniam
wam mówić takie rzeczy!
Po krótkim zastanowieniu wróciłam do
nich podając karton z napojami Jamesowi.
Co oni mogli o mnie mówić?
Pewnie się nie dowiem... Mam nadzieję,
że nie było to nic złego...
- Usiądź. - James przerwał moje
rozmyślenia pokazując na miejsce obok siebie.
Dosiadłam się.
- Jesteś głodna?
- Nie.
Chłopacy zajadali się kiełbaskami
upieczonymi przy ognisku.
Jeden z nich częstował pieska, który
siedział przy nich.
Zapewne jest on jego właścicielem.
Przy ognisku udało nam się posiedzieć
nie całe dwie godziny, później zaczął padać ulewny deszcz.
W popłochu zebraliśmy wszystkie
rzeczy i przenieśliśmy się do domu.
Chłopcy postanowili oglądać filmy.
Usiadłam na dywanie.
Mimo tego, że na kanapie było wolne
miejsce, Tristan i Connor usiedli obok mnie.
James włączył jakiś horror i usiadł
na kanapie obok... Chłopaka z psem.
Nie pamiętam jak ma na imię.
Film był tandetny. Wszystkie efekty
specjalne nie przestraszyły by nawet dziecka w wieku trzech lat.
W pewnym momencie w całym domu wysiadł
prąd.
Można powiedzieć, że wtedy po raz
pierwszy od ostatnich czterech godzin się odezwałam.
A raczej wydałam z siebie cichy jednak
dla wszystkich słyszalny pisk przerażenia.
- Spokojnie to pewnie przez burzę. -
powiedział Tristan. Słuchając ich przez ostatnie godziny nauczyłam
doskonale rozpoznawać ich głosy. Nie było to trudne.
- Burza? - spytałam przerażona.
Tak właśnie, boję się ciemności i
burzy... i kilku innych rzeczy.
Mam taką małą traumę od dziecka.
Wujek, czyli tata Jamesa uwielbiał nas straszyć w takich momentach.
- Spokojnie, przyniosę świeczki.
W ciemności mogliśmy dostrzec zarys
oddalającego się od nas Jamesa.
Gdy już nie mogliśmy dostrzec nawet
jego białej koszulki, z kuchni wydobył się dźwięk tłuczonych
naczyń i jęk chłopaka.
- Żyję. - powiadomił nas.
Nagle cały dom oświetlił
przerażający blask błyskawicy. Przez kilka sekund mogliśmy
zobaczyć idącego w naszą stronę Jamesa, jednak po chwili znowu
nastała ciemność, a zaraz po niej przerażający grzmot.
Jessy (bo tak właśnie nazywał się
śliczny piesek) zaczęła piszczeć.
Gdy błyskawica i grzmot nastąpiły po
raz kolejny z zdwojoną siłą, znowu cicho pisnęłam.
Po chwili poczułam, jak jeden z
chłopaków przybliża się i obejmuje mnie.
Delikatny zapach jego perfum, które
cały czas czułam nasilił się.
- Spokojnie. - wypowiedział to na tyle
cicho, że nie byłam w stanie rozpoznać jego głosu.
Poczułam się niezręcznie. Obcy
chłopak był na tyle blisko, że mogłam wyczuć zarys jego mięśni
znajdujących się pod koszulką.
Zamierzałam się wysunąć z jego
uścisku, jednak natura po raz kolejny zesłała nam przeraźliwy
dźwięk.
I jest następny. Przepraszam, że taki
nudny i mdły, ale mam jeszcze DUŻO lekcji, a nie chciałam was
zostawić znowu bez rozdziału.
Następnym razem jakoś bardziej się
postaram.
Komentujcie i zapraszam was na moje
drugie opowiadanie pt.”Cel”
http://www.wattpad.com/story/24523494-cel